Dolny Śląsk. Kraina doliniasta i górzasta jednocześnie. Kraina uzdrowisk. Kraina poniemieckich pokrywek. Kraina jednego wielkiego miasta i kilku mniejszych, ale jak na polskie standardy wciąż średnich. Wrocław był. Wałbrzych był (ale jeszcze będzie, nie bójcie). Legnica nie była (i póki co nie będzie). Jelenia Góra była. Ale z pokrywką ze Szprotawy. Bo Jelenia Góra własnych pokrywek nie ma. Dlatego też na blogu nie było nic na jej temat od dziewięciu lat.
Nie ma? Ładnych nie ma. Ale ostatnio znalazłem jedną paskudną, ale nikt nie zaprzeczy, że jeleniogórską. Bo jest napisane, że Jelenia Góra. I już. Koniec pokrywki. Nic więcej na niej nie znajdziecie. Chociaż nie - jest przecież napis "Wodnik".
Wodnik to, jak łatwo odgadnąć, jeleniogórskie przedsiębiorstwo wodociągów. Biedne jak ta pokrywka. Jak odwiedziłem ich stronę, to w galerii mieli najświeższe zdjęcia z 2015 roku. A cztery najświeższe aktualności z tego roku dotyczą wyprzedaży majątku. Bieda panie, bieda.
I przez to takie coś leży w samym centrum miasta, która ma się za turystyczną atrakcję Karkonoszy.
I przez to takie coś leży w samym centrum miasta, która ma się za turystyczną atrakcję Karkonoszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz