Wiem, wiem. Dwa miesiące się obijałem. Obijałem się i nie da się tego ukryć. No i już. Idźmy do przodu.
Z przodu mamy dziś coś zagranicznego. Nie za bardzo, każdy dojdzie tam nawet piechotą. Czyli wiadomo - będą Czechy.
Jest takie miejsce po Czeskiej stronie świata, które ma kościół. To niby nic takiego, ale ostatnio wszyscy Czesi się porobili ateiści i kościoły wykorzystują do wszystkiego, tylko nie do wznoszenia modłów. Na przykład w Neratovie. Kościół w Neratovie był więc ruiną z zawalonym dachem. Jakiś Czech wymyślił, że zrobi z tego atrakcję. Nie tyle z kościoła ile z dachu. I odbudował go w sposób spektakularny - dach jest szklany. Zobaczyć trzeba, ale nie spędzajcie tam zbyt dużo czasu, bo jeśli ktoś (jakiś złośliwiec zza granicy na ten przykład) pierdyknie kamykiem, będzie szklany deszcz.
My tu gadu gadu a gdzie pokrywka? Pokrywka jest nieopodal. Niespecjalna. Zwykła. Ale się kojarzy - mnie akurat z czekoladą. Że wiecie, takie kwadraciki jak od czekolady. Ale niektórym na przykład ze słońcem się kojarzy. A niektórym z piekłem. Z piekłem? Czemu z piekłem? Bo tych kręgów dookoła kółeczka jest dziewięć. A wiadomo, że dziewięć kręgów tylko w piekle jest. Logiczne.
A wiecie niedowiarki, ile jest tych kwadracików na obrazku? No ile? W pierwszym kręgu - dziewięć. Piekło mówię Wam! W pozostałych 267. Nie licząc tego zewnętrznego, gdzie niektóre potrzaskane. 4 potrzaskane a 44 całe. Czterdzieści i cztery. Czterdzieści cztery i cztery. Rozumiecie? Nie?
Tak czy siak - piekło.
PS. A ta pokrywka to już kurka wodna była. Tylko zapomniałem. Ale szkoda mi tego piekielnie dobrego opisu. Więc Neratov zostaje. Jedyna miejscowość, która ma więcej wpisów na tym blogu niż samych pokrywek ;-)