"Gościu, ty siedem lat prowadzisz tego bloga a nie masz nic o centralnej pokrywce wałbrzyskiej? Co z ciebie za odkrywca?". Tak. Mógłby ktoś tak zapytać. Ale nie miałby racji.
Zdjęcie dzisiejszej atrakcji pochodzi z samych początków tego bloga, z roku 2010. I oczywiście zawsze wiedziałem, że te pokrywki są, gdzie są i jakie fajne są. Czekałem tylko z publikacją na dobry moment. Myślałem o pokrywce numer sto. Ale uznałem, że teraz jest ten czas.
Otóż miałem plan. Pokrywka jest bowiem niezwykła jak na polskie realia. Uwierzcie, że nigdzie w kraju ani w Europie nie widziałem takiego żeliwa. Z odcieniem czerwieni, czy też jakby powiedziała kobieta, miedzi. Nigdzie. Tylko w Wałbrzychu.
No i tak czekałem, czekałem, czekałem, aż się wydarzyło, co się wydarzyło.
Otóż pokryweczka, choć z niezwykłego materiału, sama w sobie mi się nie podobała. Bo była reklamowa. I reklamę tę ktoś wkomponował w herb miasta. Tfu! Ale cóż, minęło lat parę i oto reklama stała się historią. Firma Wamag z hukiem rozstała się ze światem, ludzie poszli na bruk i skończyła się stuletnia historia. Po Wamagu zostało niewiele. Puste budynki. Trochę nostalgii. I pokrywki w wałbrzyskim rynku. Pokrywki z roku 1999. Zeszłowieczne. Przetrwają pewnie dłużej niż pamięć po ludziach, którzy przy nich pracowali.