Dawno, dawno temu, w roku 2013 były wakacje. Na wakacjach tych zwiedzaliśmy rodzinnie Bieszczady i to co po drodze do tych Bieszczad urosło. W tym miasto Krosno.
W Krośnie opisałem wtedy pokryweczkę namber XLIII, obiecując jednocześnie, że to nie koniec. Bo w Krośnie pokrywek ciekawych moc. I jako się rzekło, tak i zrobić trzeba. Krosno dziś odwiedzim.
Kończąc poprzedni wpis krośnieński, wspomniałem, że pod tamtejszą farą leży coś fajnego, coś pamiątkowego.
Pokryweczka fajna. Z panoramą miasta i napisem Crosno - jak zgaduję nazwa historyczna. Pokrywka spoczywa pod kościołem, pewnie więc pamiątka po jakiejś pielgrzymce. U góry do tego jeszcze herb Krosna ma - połączenie orła z lwem. Czyli hybryda. Czyli mutant.
Tyle udało mi się znaleźć w internecie. Bo tego, co wydarzyło się w 2008 roku odnaleźć nie zdołałem. Ani na stronie fary, ani na stronie rzeczonego przedsiębiorstwa.
Pozostaje więc cudnej urody pokrywka upamiętniająca niewiadomoco. Amen.
