Często na tym blogu wygłupiam się, pisząc o rzekomych tajemnicach skrywanych pod pokrywkowymi napisami. Ale nie dziś. Bo dziś najprawdziwsza tajemnica. Coś co mnie naprawdę zaintrygowało. Coś, czego nie udało mi się namierzyć w internetach.
Jeśli jest ktoś z Wrocławia. Jeśli ktokolwiek wie, co wydarzyło się 30 sierpnia 1956 roku we Wrocławiu i jaką opowieść skrywa ta data - niech pisze w komentarzu.
Takie coś na zakończenie mocno pokrywkowego roku dwa tysiące dziewiętnastego. Do zobaczenia w przyszłym roku!
