Jakiś czas temu (tutaj wpis) strasznie zezłościłem się na miasto Bielsko-Białą i na miasto Szprotawę. Okazuje się, że niesłusznie.
Dwa lata później wróciłem do naszego małego Wiednia. Postanowienie było proste - omijać pokrywki ze Szprotawy. Nie omijać innych. I wiecie co? Przez dwa dni zrobiłem tyle fotek, że wystarczy na kolejnych 20 lat wpisów. Okazuje się bowiem, że Bielsko-Biała ma taką różnorodność pokrywek, jakby specjalnie je zbierała po świecie w celu ubogacenia pokrywkowej kolekcji.
Prezentację tej kolekcji zaczniemy od wysokiego C i ślicznej, trójwymiarowej pokrywki reprezentacyjnej miasta. Pokrywkę nadepnąć można w okolicy starówki i jest naprawdę ładna.
Twórcy pokrywki mieli pewien kłopot. Zazwyczaj miasta w Polsce mają herby. Nic zaskakującego. Potem te herby właśnie trafiają na herbowe pokrywki. Bielsko-Biała ma jednak kłopot. Jest bowiem miastem o dwóch herbach. Albo raczej herbie podwójnym. Jak wszystkim wiadomo Bielsko-Biała to miasto powstałe po wojnie z dwóch osobnych miasteczek Bielska i Białej. Przed wojną każde z nich miało swój osobny herb. Cóż robić? Jak się okazuje heraldyczni mędrcy i na to mają radę. Otóż sankcjonuje się w tym zakresie pewne wyjątki. Herb Bielska-Białej jest jednym z niewielu składających się z dwóch tarcz. W heraldyce municypalnej jest to dopuszczone wyjątkowo, tylko wówczas, gdy dane miasto powstało z połączenia dwóch oddzielnych miast o utrwalonych w tradycji, odrębnych herbach. No i mamy wtedy herb dwuherbowy. Tutaj na jednym kwiatki. Na drugim pół ptaka i trzy lilijki. I weźcie to wszystko teraz i upchajcie na pokrywce. Do tego z wizerunkiem miejskiego ratusza i napisem, żeby nie było wątpliwości jakie to miasto.
Zazwyczaj taka omnipotencja mnie rozbawia i raczej nie urzeka. Ale tym razem wyszło dobrze. Chyba przez to, że kształt ratusza wybito tak, aby mocno wystawał ponad pokrywkę. Tworząc fajną perspektywę. Mnie się podoba.

