Pisałem dawno temu, że w Gdańsku mnóstwo fajnych pokrywek jest. Ostatnia tam wizyta w 2012 roku zaowocowała wieloma cudnymi znaleziskami, ale kłopoty techniczne sprawiły, że zdjęcia zapisały się w niskiej rozdzielczości. Ich brzydota zniechęcała do publikacji.
Czekałem więc tylko na okazję.
I oto ostatnio ścieżki ruchu oporu skierowały mnie do stoczniowej stolicy. Nie byłe w Gdyni. Nie byłem w Sopocie (gdzie pokrywek też moc). Ale byłem w samym Gdańsku i tak kilka strzałów celnych oddałem.
Pokrywka nie grzeszy urodą. Ale przecież nie zawsze o to chodzi. Jeśli dobrze czytam i dobrze sobie dopowiadam to, co odczytać się nie da, to jest to pokrywka zabytkowa. Może nie stuletnia. Ale za to niepolska. A to już mi przypomina mój rodzinny Wałbrzych. I jest samo w sobie wartością.
Ej, bo chyba nie tylko ja widzę tam napis "Kanalisation Danzig"?
