Po jesiennym wypadzie do Edynburga wiele sobie obiecywałem. Miasto zaczarowane. Stare jak sam świat. Stolica Szkocji. Festiwale, stara whisky. Cztery uniwersytety. Harry Potter.
Dla ścisłości - nie ja jechałem do tej miejscówki. Jechały córki-europejki. Ale jechały wiadomo, z zadaniem.
I co? I nic. Dziewczyny twierdzą, że Edynburg piękny, taki jak sobie wyobraziły. Ale pokrywkowo - pustynia. Na siłę znalazły mi jedną klapkę. Do tego kwadratową. Bez herbu.
Nie do końca jednak ufam młodzieży. Będzie mi trza pojechać samemu sprawdzić...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz