Trzecia pokrywka wakacyjna.
Ten rok był bogaty w zdobycze, będzie co wrzucać przez długi czas.
Po wyprawie do Włoch, po wyprawie do Pragi, dziś pierwsze wspomnienie z objazdówki po Rumunii.
W Rumunii pokrywek znalazłem sporo, i takich ładnych i takich sobie i takich całkiem brzydkich za to władnych okolicznościach przyrody umiejscowionych.
Zacznijmy od takiej ładnej z takiego sobie, w sumie sympatycznego, miasta. Sibiu.
Miasto Sibiu ma spolszczoną nazwę Sybin. Ale to wiocha jej używać. Ja będę pisał o Sibiu. Albo o Nagyszeben albo o Hermannsztadt. Bo w Transsylwanii, którą objeżdżaliśmy, to powszechny zwyczaj, że wszystko ma trzy nazwy - rumuńską, węgierską oraz niemiecką. Taka historia. Więc tym bardziej polskie wtręty zbędne.
Na pokrywce mamy herb miasta Sibiu - czerwoną tarczę, na której widnieją dwa skierowane ku dołowi miecze o złotych rękojeściach, przewiązane złotą koroną królewską (Corona Regia). Całość zwieńczona jest siedmiowieżową koroną murarską, a symbolika nawiązuje do historycznego statusu wolnego miasta królewskiego i obrony praw obywatelskich. Tako rzecze Internet.
Sibiu było w 2007 roku europejską stolicą kultury i ma ogromniasty skansen. Ponoć jeden z największych w Europie (byliśmy, łaziliśmy). Rezczywiście duży, większy od naszego w Sanoku. A pokrywka z Sanoku też brzydsza od tej z Sibiu (vide wpis z 16 kwietnia 2016).
