Wydawałoby się, że po jedenastu latach oglądania chodników w miasteczku Wałbrzychu, nic już człowieka zaskoczyć nie może. A tu proszę.
Dziś, korzystając z ładnej pogody, pojechaliśmy z małżonką (którą pokrywki nudzą), na samochodową myjnię w celu dokonania samochodowej kąpieli. Korzystając z odkurzacza zerknąłem w lewo, przez ramię i trochę do tyłu.
I oto ona. Wałbrzyska, nigdy dotąd nie widziana, żeliwna róża wiatrów. I jeśli się nie mylę to nawet w miarę zorientowana zgodnie z kierunkami świata. Normalnie aż wziąłem i zrobiłem zdjęcie. I jeszcze wykazałem się zacięciem i dokonałem wpisu tego. A ostatnio wpisy nie idą mi zbyt dobrze. W sumie w ogóle mi nie idą. Ale takie momenty powodują, że jeszcze się chce...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz