Wioska pod Wiedniem, którą objechałem dookoła 40 razy (nie pytajcie po co i o jakiej porze dnia). Zna mnie tam austriacka policja, mieszkańcy chowają się do domów, gdy widzą polskie tablice rejestracyjne. Nie wrócę tam nigdy więcej!
Ale wioska ma swoją markową pokrywkę, co jak na wioskę jest całkiem niezłym osiągnięciem. Zwie się zaś, tfu, Guntramsdorf. No dobra, sprawdziłem w Wikipedii. To nie wioska a tzw. gmina targowa z 11 tysiącami ludków. Stać ją więc na tę formę promocji.
Herb gminy, uwieczniony na pokrywce to po lewej jakiś bluszcz czy może winorośl, rosnąca na skale. A po prawej nic innego jak symbole św. Jakuba, muszla i podróżne kijaszki. Jako człowiek, który pójdzie kiedyś piechotą do Santiago de Compostella, lubię takie rzeczy...
Marktgemiende Guntramsdorf pozdrawia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz